Ta-dam! I o to zaczynamy! Życzę każdemu miłego czytania, oraz czekam na komentarze - zarówno pozytywne, jak i negatywne. Krytyka pozwala na poprawę swych błędów, dlatego śmiało zachęcam do komentowania. :)
Aleksy
Aleksy
Miał wiele kobiet w swoim życiu, mimo że był młodym
mężczyzną, tak naprawdę dopiero u progu dorosłości. Przyciągał je do siebie jak
magnes, wszystkie zaślepione wpadały w jego szpony. A on to uwielbiał. Ich
uległość, popędliwość i to jak bardzo go pragnęły. Uważał się za atrakcyjnego i
na pewno nie brakowało mu pewności siebie. Nie jedną uwiódł spojrzeniem swych
czarnych, hipnotyzujących oczów oraz szelmowskim uśmiechem niegrzecznego
chłopca. Czarne, długie do ramion włosy dodawały mu niesamowitej drapieżności,
a muskularne ciało domykało całą perfekcyjną fizyczną stronę jego osoby. Gdy
szedł chodnikiem kobiety się za nim oglądały, zdarzało się, że nawet mężatki pozwoliły sobie zerknąć na jego
niecodzienną urodę. Młode, czy starsze — dla każdej stanowił pokusę trudną do
odparcia. Mówiono, że jest ludzkim
wcieleniem Adonisa, pragnieniem każdej kobiety. Cóż może i od tej strony był
idealny, o charakterze już nie można było tak powiedzieć. Był zimny i nieczuły,
chodziło mu tylko o doznanie przyjemności i poczucie, że jest wielbiony i
pożądany.
Wykorzystywał dosyć często fakt, że był
atrakcyjny, zdarzało się, że w jednym tygodniu był w łóżku czterema kobietami.
Bardzo szybko mu się nudziły, dlatego było ich tak wiele, żadna nie potrafiła
go przytrzymać dłużej przy sobie. Był dziki i nieprzewidywalny, jak burza nagle
uderzał, by w następnym momencie zniknąć
zostawiając po sobie tylko nagrzane powietrze, tak samo ciepłe jak wydychane
przez usta jego kochanek. Burza, która jest niebezpiecznym żywiołem mimo to
kusi swym pięknem, wzbudza niemal niezdrową fascynację w człowieku. I właśnie
takim czymś kierowały się te kobiety.
Sam nie nazwałby siebie dobrym, bo za mało
było w nim współczucia, ile razy spławiał jakąś naiwniaczkę bezlitośnie, bez
żadnych skrupułów. Jednak zaczęło mu się to już nudzić, miał w sobie dziwne
pragnienie, takie nie podobne do niego. Pragnął trafić na kogoś wyjątkowego,
kto również go zachwyci, tak samo, jak on zachwyca innych. Po jakimś czasie
bycie ideałem robiło się męczące, wręcz nie do zniesienia. Wszystkie te
wyuzdane kobiety, które bardzo dobrze się ukrywały pod maską niewinności
zaczynały go brzydzić. Chciał zmiany. I nie — nie chodziło, że chciałby się
zakochać, czy coś podobnego. Nie rozumiał miłości, całego tego szumu wokół
zakochania i poświęceniu siebie drugiemu człowiekowi. Pożądanie, owszem to było
normalne, instynktowne. W każdym człowieku żyje ten płomień, i rozpala się tym
bardziej im bliżej jest tego, czego się pragnie. Bardzo trudno się temu oprzeć,
próby odrzucenia tego kończą się frustracją. Dlatego nie walczył z tym, co
płonęło w jego duszy, niemal rozpalało od środka.
Nawet nie myślał, że los tak go zaskoczy i
wywróci jego codzienność do góry nogami. Życie lubi to robić, sprawiać, że
całkowicie zmieniasz swój światopogląd, zaczynasz inaczej patrzeć na otaczającą
cię rzeczywistość.. Jego życzenie bardzo szybko zaczęło się spełniać, i nie
wiedział, jakie będą tego wszystkiego konsekwencje. Nie wiedział, czy dziękować
losowi czy raczej przeklinać na jego przewrotność.
Był wtedy w
kawiarni, siedział przy stoliku na tarasie i rozkoszował się pięknym czerwcowym
popołudniem. Białe parasole stanowiły idealną ochronę przed słońcem, siedział w
ich cieniu już dobre dwadzieścia minut.
Sok z lodem przyjemnie chłodził i orzeźwiał, zrobił się bardzo leniwy i
nie chciało mu się iść dokądkolwiek. Powoli spojrzeniem przesuwał po ludzkich
twarzach, szukał nowej „zdobyczy”. Jednak wszystkie wydawały mu się takie
pospolite i nudne, że o niemal zaczął ziewać. Postanowił, że po prostu
najnormalniej w świecie się zrelaksuje.
Na taras weszła wtedy ona, wyglądająca
niczym anioł wśród innych ludzi, rozświetlała wszystko wokół bardziej niż
letnie słońce, zawieszone na bezchmurnym błękitnym niebie. Nie była ludzka, nie
mogła być taka jak inni. Złote loki okalały przepiękną twarz w kształcie serca
i spływały aż do pasa, miał dziwne
ochotę ich dotknąć, wyobrażał sobie jakie muszą być miękkie i puszyste w
dotyku. Nawet będąc dwa stoliki dalej widział zieleń jej dużych oczu, na myśl
przyszedł mu mech o soczystej barwie, miękki
i lśniący po deszczu. Pragnął by
spojrzała na niego, by mógł zatonąć w tej zieleni. Jednak ona tylko przejechała
wzrokiem po jego twarzy, nawet na chwilę nie zatrzymała się ze spojrzeniem!
Pierwszy raz spotkał się z czymś takim, nie wykazała zainteresowania nim,
po prostu usiadła przy stoliku
praktycznie naprzeciwko niego i zaczęła przeglądać menu kawiarni. Czyżby nie
wydawał się jej atrakcyjny? Nie miał czasu o tym myśleć, zamiast tego
przypatrywał się jej. Pochylona wybierała, co może zamówić, przy tym rozkosznie zagryzała wargi. Palcem
prawej dłoni stukała lekko o stoliczek, nawet to wydawało mu się fascynujące.
Prosił w duchu by podniosła głowę i ujrzała
jego rozpalone spojrzenie. Chciał by doszło między nimi do kontaktu, by dała
się uwieść. Wierzył, że mu się to uda - jakże bardzo miał się rozczarować.
Podszedł do niej kelner, zwróciła się do
niego z promiennym uśmiechem i spotkała się z podobną odpowiedzią. Ten uśmiech
dotykał również jej oczu, rozświetlał od środka i dodawał niesamowitego uroku.
Poczuł ukłucie zazdrości? Czy naprawdę był
zazdrosny, że uśmiechnęła się do obcego i to przeciętnego faceta? Poprzewracało
mu się chyba w głowie, w parę sekund totalnie ogłupiał. Obserwował każdy jej
ruch, czuł się jak drapieżnik, który czeka na odpowiedni moment, by zapolować
na swoją ofiarę. Patrzył na to, jak pije zamówiony koktajl, moment pociągnięcia
za słomkę, gdy jej boskie usta układały się w urocze „o”. Oszalał, gdy delikatnie i dyskretnie oblizała
pełne usta. Takie drobne gesty wywoływały w nim lawinę pożądania i sądził, że z
pewnością nie była świadoma tego, jak działa na mężczyzn. Wyglądała tak
niewinnie i słodko, a przy tym bardzo kobieco, wręcz emanowała seksapilem,
którego nie zdołała ukryć pod długą do
kostek spódnicą w kolorze brzoskwiniowym i delikatną jasnobrązową bluzeczką,
która praktycznie nie miała dekoltu. Nie był ślepy, widział, że posiada zgrabne
ciało, materiał bluzki idealnie opinał ją na nie małych piersiach i podkreślał
szczupłą talię, jak u osy. Dłonie aż go paliły, tak bardzo pragnął dotknąć
pięknej nieznajomej, która ani razu na niego nie zerknęła. Po raz pierwszy
zrozumiał, co musiały czuć inne kobiety, gdy całkowicie je ignorował, mimo że
bardzo chciały nawiązać kontakt.
Postanowił, że się do niej dosiądzie, w końcu
należał do bardzo odważnych facetów i nie chciał stracić okazji, jaką ona się
okazała. Podszedł niemal bezszelestnie do jej stolika, stanął po przeciwnej
stronie przysłaniając słońce, także musiała unieść głowę do góry. Spojrzała na
niego zdziwiona z pytaniem ukrytym w oczach. Otworzyła lekko usta, jakby
chciała coś powiedzieć, nie pozwolił jej na to, bo pierwszy się odezwał.
- Można ?
- wskazał na puste krzesło i za nim mogłaby opowiedzieć odsunął je i z
naturalną dla niego lekkością usiadł.
Widział,
że jest lekko podirytowana. Widocznie powstrzymywała się od
uszczypliwego komentarza, bo zacisnęła usta w cienką linie. Podniosła dłoń i
wykonała nią jakiś niekreślony gest, jakby chciała spytać skąd się tu znalazł.
I wtedy pierwszy raz usłyszał jej głos. Miał wrażenie jakby słuchał małych
dzwoneczków, był miękki i delikatny.
- Znamy
się? - w jej głosie słuchać było uprzejmy ton.
- Nie-
zaśmiał się- Ale czy coś zabroni nam się poznać?
Uśmiechnął się lekko, uwodzicielsko. Patrzył jej ciągle prosto w oczy, chciałby
poczuła się skrępowana i jak inne zacząć nerwowo się kręcić lub uciekać
wzrokiem. Ona jednak odwzajemniała spojrzenie, lekko mrużyła oczy, jakby
chciała mu powiedzieć, żeby się odczepił. Poczuł dreszcz ekscytacji, była
naprawdę wyjątkowa i nie przypominała mu żadnej innej kobiety. Chciał zawładnąć
jej umysłem i ciałem, by mu się jak najszybciej poddała.
- Hmm,
więc jak masz na imię? - spytał.
Przekręciła lekko głowę, może zastanawiała
się, czego chce od niej. Za pewnie nie wierzyła, że ma dobre intencje i chce zwyczajnie się poznać.
- Skoro,
tak ci zależy, by poznać moje imię, najpierw powinieneś podać swoje.
Zadziorna, kochał to. Nie chciał kolejnej
łatwej panienki. Już czuł tę satysfakcję, kiedy uda mu się ją uwieść. To będzie,
coś innego niż do tej pory.
-
Aleksiej, Aleksy jak wolisz. - zamruczał. - Teraz Twoja kolej,.
- Tak?
Sądzisz, że powinnam Ci zdradzić swoje imię? Znam takich jak Ty, szukacie
wyzwania, zwierzyny łownej. - pochyliła się lekko w jego stronę – Uwierz mi,
Aleksy ja nią nie będę.
Sięgnęła do malutkiej torebeczki, położyła
pieniądze na stoliczku i wstała pewnie. Spojrzała jeszcze raz na niego, w jej
oczach już nie było tamtego ciepła. Przejrzała go na wylot, nie dała się nabrać
na jego gierki. Niesamowite!
- Szukaj
szczęścia, gdzie indziej. - odwróciła się i ruszyła ku wyjściu z tarasu.
Zaskoczyła go, siedział oszołomiony w
pierwszej chwili się nie ruszył. Musiał pójść za nią. Czyżby na tym miało się
skończyć? Nawet nie wiedział, jak miała na imię. Wstał gwałtownie i ruszył za
złotowłosą pięknością. Dzięki temu, że był wysoki na metr dziewięćdziesiąt dwa
centymetry jego kroki były długie i bez trudu dogonił uciekinierkę. Zrównał z
nią krok, szli ramię w ramię i żadne z
nich nic nie powiedziało przez dobrą minutę. Mimo to czuł jej irytację, jak
powstrzymywała się od złośliwego komentarza czy nawyzywania go od idiotów, czy
dupków. Nagle zatrzymała się, słyszał jak bierze głęboki wdech, żeby zapewne uspokoić nerwy. Nie czuł żadnego
poczucia winy, że ją denerwował i się narzucał. Wszystko to było grą i ona
również miała w nią zagrać, prędzej czy później. To, że się zatrzymała, było
dobrym znakiem.
Odwróciła się twarzą do niego, wyglądała
na naprawdę wkurzoną. To była dla niego nowość, taka reakcja na niego ze strony
kobiety. Już nie wyglądała na taką niewinną, w końcu kobiety są zmienne jak
pogoda, raz powita cię bezchmurne niebo,
a niekiedy piekielna burza. Właśnie powoli ją wywoływał, na własne życzenie.
Jednak, czy miałby zrezygnować, dlatego że nie okazała się łatwa jak inne? Właśnie tego chciał, by jego ofiara walczyła, nie
wpadała bez oporu w jego ramiona.
- Wiesz,
że śledzenie kogoś jest karalne ? -
spytała z gorzką nutą w głosie.
Ahh, już ją uwielbiał, ponieważ nigdy żadna
nie odezwała się do niego takim tonem, zawsze słyszał tylko taki słodki, niemal
mdlący.
- Tak,
wiem. Jednak czy ja Cię śledzę, ja tylko idę obok Ciebie, gdyby chciał
szpiegować to bym robił to po kryjomu, nie sądzisz? Może po prostu idę w tą
samą stronę, a Ty bezpodstawnie mnie oskarżasz ?
Punkt dla niego, droczenie się chyba powoli
wchodziło mu w krew.
- Jesteś
nie tylko zbyt bardzo pewny siebie, ale i arogancki. Nie musimy się poznawać,
zawierać jakiejś znajomości, jak to ująłeś,
żebym wiedziała jaki jesteś.
- Może to
tylko pozory? - uśmiechnął się.
- Nie
mógłbyś być tak dobrym aktorem, Aleksy. Mówiłam, że wiem, o co Ci chodzi. Nie
jestem naiwna.
Ciężko było, ale czuł, że to tylko
początek i jeszcze wiele razy da się zaskoczyć.
- To,
żebyś dała się na przykład zaprosić na kawę, nie jest oznaką naiwności.
- Ale
głupoty już tak.
- Myślę,
że po prostu się boisz.
- Niby
czego?
- Że
mogłabyś mnie polubić.
Spojrzała na niego z niedowierzaniem,
wykonał doskonały ruch. Już nie wiele trzeba było, by dała się złapać w
sidła. Trzeba było tylko podburzyć jej
pewność, by pragnęła mu udowodnić swoje racje. Kwestią chwili było to, że się
podda.
-Ah, tak?
Sądzisz, że jesteś taki idealny? Nie lubię takich jak ty i na pewno nie
polubię. Możemy się założyć.
-
Doskonale. To wyjdźmy jutro razem na kawę.
-
Świetnie, jutro o czternastej w tym samym miejscu. Nie spóźnij się.
Odwróciła się, ale zanim odeszła spytał
się o jedną bardzo istotną rzecz.
- To jak
masz na imię?
Westchnęła, ale odpowiedziała.
- Lilien,
po prostu Lilien.
- Piękne
imię, dla pięknej kobiety, hmm? - uśmiechnął się promiennie, ale niestety nie
odpowiedziała tym samym.
Odeszła i on poszedł w przeciwną stronę
a na jego twarzy wykwitł podstępny uśmiech. Była tym, na co czekał. Jego przeznaczeniem,
kimś kto odmieni całkowicie jego życie. On również miał na nią bardzo wpłynąć,
postara się o to. Użyje całego swojego
sprytu i przebiegłości, aby mu uległa.
-
Będziesz moja – wyszeptał cicho.
Już ją urobił :p Czekam na więcej. Ciekawi mnie bardzo połączenie Aleksieja Cassanovy z nieuległą Lilią i jakie fajerwerki mogą z tego wyjść. Nie pytam, czy między nimi ktoś jeszcze będzie, bo myślę, że odpowiedź będę stopniowo otrzymywał. Bardzo bogato opisujesz postaci, ich charakterystyczne cechy. Widać je jak u malarza na obrazie.
OdpowiedzUsuńCzy ta kawa będzie z cukrem?