Music

środa, 27 lipca 2016

Rozdział 1

 Ta-dam! I o to zaczynamy! Życzę każdemu miłego czytania, oraz czekam na komentarze - zarówno pozytywne, jak i negatywne. Krytyka pozwala na poprawę swych błędów, dlatego śmiało zachęcam do komentowania. :)            




                                                   Aleksy

     Miał wiele kobiet w swoim życiu, mimo że był młodym mężczyzną, tak naprawdę dopiero u progu dorosłości. Przyciągał je do siebie jak magnes, wszystkie zaślepione wpadały w jego szpony. A on to uwielbiał. Ich uległość, popędliwość i to jak bardzo go pragnęły. Uważał się za atrakcyjnego i na pewno nie brakowało mu pewności siebie. Nie jedną uwiódł spojrzeniem swych czarnych, hipnotyzujących oczów oraz szelmowskim uśmiechem niegrzecznego chłopca. Czarne, długie do ramion włosy dodawały mu niesamowitej drapieżności, a muskularne ciało domykało całą perfekcyjną fizyczną stronę jego osoby. Gdy szedł chodnikiem kobiety się za nim oglądały, zdarzało się, że  nawet mężatki pozwoliły sobie zerknąć na jego niecodzienną urodę. Młode, czy starsze — dla każdej stanowił pokusę trudną do odparcia. Mówiono, że jest  ludzkim wcieleniem Adonisa, pragnieniem każdej kobiety. Cóż może i od tej strony był idealny, o charakterze już nie można było tak powiedzieć. Był zimny i nieczuły, chodziło mu tylko o doznanie przyjemności i poczucie, że jest wielbiony i pożądany.
   Wykorzystywał dosyć często fakt, że był atrakcyjny, zdarzało się, że w jednym tygodniu był w łóżku czterema kobietami. Bardzo szybko mu się nudziły, dlatego było ich tak wiele, żadna nie potrafiła go przytrzymać dłużej przy sobie. Był dziki i nieprzewidywalny, jak burza nagle uderzał, by w następnym momencie  zniknąć zostawiając po sobie tylko nagrzane powietrze, tak samo ciepłe jak wydychane przez usta jego kochanek. Burza, która jest niebezpiecznym żywiołem mimo to kusi swym pięknem, wzbudza niemal niezdrową fascynację w człowieku. I właśnie takim czymś kierowały się te kobiety.
    Sam nie nazwałby siebie dobrym, bo za mało było w nim współczucia, ile razy spławiał jakąś naiwniaczkę bezlitośnie, bez żadnych skrupułów. Jednak zaczęło mu się to już nudzić, miał w sobie dziwne pragnienie, takie nie podobne do niego. Pragnął trafić na kogoś wyjątkowego, kto również go zachwyci, tak samo, jak on zachwyca innych. Po jakimś czasie bycie ideałem robiło się męczące, wręcz nie do zniesienia. Wszystkie te wyuzdane kobiety, które bardzo dobrze się ukrywały pod maską niewinności zaczynały go brzydzić. Chciał zmiany. I nie — nie chodziło, że chciałby się zakochać, czy coś podobnego. Nie rozumiał miłości, całego tego szumu wokół zakochania i poświęceniu siebie drugiemu człowiekowi. Pożądanie, owszem to było normalne, instynktowne. W każdym człowieku żyje ten płomień, i rozpala się tym bardziej im bliżej jest tego, czego się pragnie. Bardzo trudno się temu oprzeć, próby odrzucenia tego kończą się frustracją. Dlatego nie walczył z tym, co płonęło w jego duszy, niemal rozpalało od środka.
    Nawet nie myślał, że los tak go zaskoczy i wywróci jego codzienność do góry nogami. Życie lubi to robić, sprawiać, że całkowicie zmieniasz swój światopogląd, zaczynasz inaczej patrzeć na otaczającą cię rzeczywistość.. Jego życzenie bardzo szybko zaczęło się spełniać, i nie wiedział, jakie będą tego wszystkiego konsekwencje. Nie wiedział, czy dziękować losowi czy raczej przeklinać na jego przewrotność.
   Był wtedy w kawiarni, siedział przy stoliku na tarasie i rozkoszował się pięknym czerwcowym popołudniem. Białe parasole stanowiły idealną ochronę przed słońcem, siedział w ich cieniu już dobre dwadzieścia minut.  Sok z lodem przyjemnie chłodził i orzeźwiał, zrobił się bardzo leniwy i nie chciało mu się iść dokądkolwiek. Powoli spojrzeniem przesuwał po ludzkich twarzach, szukał nowej „zdobyczy”. Jednak wszystkie wydawały mu się takie pospolite i nudne, że o niemal zaczął ziewać. Postanowił, że po prostu najnormalniej w świecie się zrelaksuje.
    Na taras weszła wtedy ona, wyglądająca niczym anioł wśród innych ludzi, rozświetlała wszystko wokół bardziej niż letnie słońce, zawieszone na bezchmurnym błękitnym niebie. Nie była ludzka, nie mogła być taka jak inni. Złote loki okalały przepiękną twarz w kształcie serca i spływały aż do pasa,  miał dziwne ochotę ich dotknąć, wyobrażał sobie jakie muszą być miękkie i puszyste w dotyku. Nawet będąc dwa stoliki dalej widział zieleń jej dużych oczu, na myśl przyszedł mu mech o soczystej barwie, miękki   i lśniący po deszczu.  Pragnął by spojrzała na niego, by mógł zatonąć w tej zieleni. Jednak ona tylko przejechała wzrokiem po jego twarzy, nawet na chwilę nie zatrzymała się ze spojrzeniem! Pierwszy raz spotkał się z czymś takim, nie wykazała zainteresowania nim, po  prostu usiadła przy stoliku praktycznie naprzeciwko niego i zaczęła przeglądać menu kawiarni. Czyżby nie wydawał się jej atrakcyjny? Nie miał czasu o tym myśleć, zamiast tego przypatrywał się jej. Pochylona wybierała, co może zamówić,  przy tym rozkosznie zagryzała wargi. Palcem prawej dłoni stukała lekko o stoliczek, nawet to wydawało mu się fascynujące.
    Prosił w duchu by podniosła głowę i ujrzała jego rozpalone spojrzenie. Chciał by doszło między nimi do kontaktu, by dała się uwieść. Wierzył, że mu się to uda - jakże bardzo miał się rozczarować.
    Podszedł do niej kelner, zwróciła się do niego z promiennym uśmiechem i spotkała się z podobną odpowiedzią. Ten uśmiech dotykał również jej oczu, rozświetlał od środka i dodawał niesamowitego uroku.
    Poczuł ukłucie zazdrości? Czy naprawdę był zazdrosny, że uśmiechnęła się do obcego i to przeciętnego faceta? Poprzewracało mu się chyba w głowie, w parę sekund totalnie ogłupiał. Obserwował każdy jej ruch, czuł się jak drapieżnik, który czeka na odpowiedni moment, by zapolować na swoją ofiarę. Patrzył na to, jak pije zamówiony koktajl, moment pociągnięcia za słomkę, gdy jej boskie usta układały się w urocze „o”.  Oszalał, gdy delikatnie i dyskretnie oblizała pełne usta. Takie drobne gesty wywoływały w nim lawinę pożądania i sądził, że z pewnością nie była świadoma tego, jak działa na mężczyzn. Wyglądała tak niewinnie i słodko, a przy tym bardzo kobieco, wręcz emanowała seksapilem, którego nie zdołała ukryć  pod długą do kostek spódnicą w kolorze brzoskwiniowym i delikatną jasnobrązową bluzeczką, która praktycznie nie miała dekoltu. Nie był ślepy, widział, że posiada zgrabne ciało, materiał bluzki idealnie opinał ją na nie małych piersiach i podkreślał szczupłą talię, jak u osy. Dłonie aż go paliły, tak bardzo pragnął dotknąć pięknej nieznajomej, która ani razu na niego nie zerknęła. Po raz pierwszy zrozumiał, co musiały czuć inne kobiety, gdy całkowicie je ignorował, mimo że bardzo chciały nawiązać kontakt.
    Postanowił, że się do niej dosiądzie, w końcu należał do bardzo odważnych facetów i nie chciał stracić okazji, jaką ona się okazała. Podszedł niemal bezszelestnie do jej stolika, stanął po przeciwnej stronie przysłaniając słońce, także musiała unieść głowę do góry. Spojrzała na niego zdziwiona z pytaniem ukrytym w oczach. Otworzyła lekko usta, jakby chciała coś powiedzieć, nie pozwolił jej na to, bo pierwszy się odezwał.
- Można ? - wskazał na puste krzesło i za nim mogłaby opowiedzieć odsunął je i z naturalną dla niego lekkością usiadł.
    Widział,  że jest lekko podirytowana. Widocznie powstrzymywała się od uszczypliwego komentarza, bo zacisnęła usta w cienką linie. Podniosła dłoń i wykonała nią jakiś niekreślony gest, jakby chciała spytać skąd się tu znalazł. I wtedy pierwszy raz usłyszał jej głos. Miał wrażenie jakby słuchał małych dzwoneczków, był miękki i delikatny.
- Znamy się? - w jej głosie słuchać było uprzejmy ton.
- Nie- zaśmiał się- Ale czy coś zabroni nam się poznać?
     Uśmiechnął się lekko, uwodzicielsko.  Patrzył jej ciągle prosto w oczy, chciałby poczuła się skrępowana i jak inne zacząć nerwowo się kręcić lub uciekać wzrokiem. Ona jednak odwzajemniała spojrzenie, lekko mrużyła oczy, jakby chciała mu powiedzieć, żeby się odczepił. Poczuł dreszcz ekscytacji, była naprawdę wyjątkowa i nie przypominała mu żadnej innej kobiety. Chciał zawładnąć jej umysłem i ciałem, by mu się jak najszybciej poddała.
- Hmm, więc jak masz na imię? - spytał.
    Przekręciła lekko głowę, może zastanawiała się, czego chce od niej. Za pewnie nie wierzyła, że ma dobre intencje  i chce zwyczajnie  się poznać.
- Skoro, tak ci zależy, by poznać moje imię, najpierw powinieneś podać swoje.
     Zadziorna, kochał to. Nie chciał kolejnej łatwej panienki. Już czuł tę satysfakcję, kiedy uda mu się ją uwieść. To będzie, coś innego niż do tej pory.
- Aleksiej, Aleksy jak wolisz. - zamruczał. - Teraz Twoja kolej,.
- Tak? Sądzisz, że powinnam Ci zdradzić swoje imię? Znam takich jak Ty, szukacie wyzwania, zwierzyny łownej. - pochyliła się lekko w jego stronę – Uwierz mi, Aleksy ja nią nie będę.
   Sięgnęła do malutkiej torebeczki, położyła pieniądze na stoliczku i wstała pewnie. Spojrzała jeszcze raz na niego, w jej oczach już nie było tamtego ciepła. Przejrzała go na wylot, nie dała się nabrać na jego gierki. Niesamowite!
- Szukaj szczęścia, gdzie indziej. - odwróciła się i ruszyła ku wyjściu z tarasu.
      Zaskoczyła go, siedział oszołomiony w pierwszej chwili się nie ruszył. Musiał pójść za nią. Czyżby na tym miało się skończyć? Nawet nie wiedział, jak miała na imię. Wstał gwałtownie i ruszył za złotowłosą pięknością. Dzięki temu, że był wysoki na metr dziewięćdziesiąt dwa centymetry jego kroki były długie i bez trudu dogonił uciekinierkę. Zrównał z nią krok, szli  ramię w ramię i żadne z nich nic nie powiedziało przez dobrą minutę. Mimo to czuł jej irytację, jak powstrzymywała się od złośliwego komentarza czy nawyzywania go od idiotów, czy dupków. Nagle zatrzymała się, słyszał jak bierze głęboki wdech, żeby  zapewne uspokoić nerwy. Nie czuł żadnego poczucia winy, że ją denerwował i się narzucał. Wszystko to było grą i ona również miała w nią zagrać, prędzej czy później. To, że się zatrzymała, było dobrym znakiem.
     Odwróciła się twarzą do niego, wyglądała na naprawdę wkurzoną. To była dla niego nowość, taka reakcja na niego ze strony kobiety. Już nie wyglądała na taką niewinną, w końcu kobiety są zmienne jak pogoda, raz powita cię  bezchmurne niebo, a niekiedy piekielna burza. Właśnie powoli ją wywoływał, na własne życzenie. Jednak, czy miałby zrezygnować, dlatego że nie okazała się  łatwa jak inne? Właśnie  tego chciał, by jego ofiara walczyła, nie wpadała bez oporu w jego ramiona.
- Wiesz, że śledzenie  kogoś jest karalne ? - spytała z gorzką nutą w głosie.
   Ahh, już ją uwielbiał, ponieważ nigdy żadna nie odezwała się do niego takim tonem, zawsze słyszał tylko taki słodki, niemal mdlący.
- Tak, wiem. Jednak czy ja Cię śledzę, ja tylko idę obok Ciebie, gdyby chciał szpiegować to bym robił to po kryjomu, nie sądzisz? Może po prostu idę w tą samą stronę, a Ty bezpodstawnie mnie oskarżasz ?
    Punkt dla niego, droczenie się chyba powoli wchodziło mu w krew.
- Jesteś nie tylko zbyt bardzo pewny siebie, ale i arogancki. Nie musimy się poznawać, zawierać jakiejś znajomości, jak to ująłeś,  żebym wiedziała jaki jesteś.
- Może to tylko pozory? - uśmiechnął się.
- Nie mógłbyś być tak dobrym aktorem, Aleksy. Mówiłam, że wiem, o co Ci chodzi. Nie jestem naiwna.
     Ciężko było, ale czuł, że to tylko początek i jeszcze wiele razy da się zaskoczyć.
- To, żebyś dała się na przykład zaprosić na kawę, nie jest oznaką naiwności.
- Ale głupoty już tak.
- Myślę, że po prostu się boisz.
- Niby czego?
- Że mogłabyś mnie polubić.
      Spojrzała na niego z niedowierzaniem, wykonał doskonały ruch. Już nie wiele trzeba było, by dała się złapać w sidła.  Trzeba było tylko podburzyć jej pewność, by pragnęła mu udowodnić swoje racje. Kwestią chwili było to, że się podda.
-Ah, tak? Sądzisz, że jesteś taki idealny? Nie lubię takich jak ty i na pewno nie polubię. Możemy się założyć.
- Doskonale. To wyjdźmy jutro razem na kawę.
- Świetnie, jutro o czternastej w tym samym miejscu. Nie spóźnij się.
    Odwróciła się, ale zanim odeszła spytał się o jedną bardzo istotną rzecz.
- To jak masz na imię?
      Westchnęła, ale odpowiedziała.
- Lilien, po prostu Lilien.
- Piękne imię, dla pięknej kobiety, hmm? - uśmiechnął się promiennie, ale niestety nie odpowiedziała tym samym. 

    Odeszła i on poszedł w przeciwną stronę a na jego twarzy wykwitł podstępny uśmiech. Była tym, na co czekał. Jego przeznaczeniem, kimś kto odmieni całkowicie jego życie. On również miał na nią bardzo wpłynąć, postara się o to. Użyje całego swojego  sprytu i przebiegłości, aby mu uległa.

- Będziesz moja – wyszeptał cicho.


wtorek, 26 lipca 2016

Witam !



  Witam, zaczynam pracę z nowym blogiem a jutro można będzie już przeczytać pierwszy rozdział. Opowiadanie będzie romansem z elementami fantastyki. Mam nadzieję, że będzie interesujące.


Pozdrawiam i ślę całusy :*